Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2020

Boracay do Manili

Transfer na lotnisko zamówiliśmy w lokalnym biurze (500 wariatów od osoby). Wcześnie rano wstajemy, i zbieramy się do wyjazdu. Kierowca zawozi nas na terminal łódek przewożących turystów - Cagban Terminal i musimy nieco poczekać na naszą łódkę.Naszą uwagę zwraca dość ciekawa bożonarodzeniowa choinka. Zadziwiające jest z czego, przy braku odpowiednich drzewek wykonać można świąteczną choinkę...



Słoneczko jeszcze nie wstało, a my już w drodze...









Jest i nasza łódka...






Ostatni rzut oka za siebie na Boracay... To były wspaniałe wakacje...


Jeszcze tylko kilkaset metrów busikiem i jesteśmy na lotnisku Caticlan. Mamy wydrukowane karty boardingowe więc odprawa będzie prosta... Podchodzimy do stanowiska odpraw na nasz lot, a obsługująca nas Pani patrzy w boardingi, patrzy na nas, znowu w boardingi... Czy coś nie tak? Nasz lot o 8:20 Philippine Airlines PR-2046 Caticlan do Manila... Okazuje się, że pani ma dla nas inną propozycję... Wcześniejszy lot jest prawie pusty, a odlatuje za pół godziny, więc jeżeli chcemy to możemy lecieć wcześniej. Będziemy mieć więcej czasu na przesiadkę w Manili... A my na to jak na lato -  zawsze to lepiej pokonać trasę z wyprzedzeniem niż czekać. No to lecimy...  




Podczas startu możemy popatrzeć na Panay i Boracay z powietrza...




Jeszcze dobrze nie wzbiliśmy się w powietrze, a tu już schodzimy do lądowania w Manili...


Bez problemu przemieszczamy się z terminalu krajowego na międzynarodowy w innej części tego samego budynku. Nadchodzące święta dają o sobie znać...





No i pozostaje nam już tylko czekać na nasz lot Philippine Airline PR-306 o 14:50...






niedziela, 1 marca 2020

El Nido - Puerto Princesa

Filipiny to w zasadzie prawie niekończące się opcje spędzania czasu. Tysiące mniejszych i większych wysp wartych odwiedzenia. Na wyspach takich jak Palawan można byłoby spędzić praktycznie całe wakacje. Przecież El Nido to tylko jedna miejscówka... Ale zawsze trzeba coś wybrać. My tym razem zdecydowaliśmy, że odwiedzimy dwa miejsca podstawowe  - El Nido i Boracay. No i dziś trzeba przenieść się do drugiego z wybranych przez nas miejsc. Ale nic nie było tak proste. Lotnisko w El Nido nie miało jeszcze żadnych regularnych lotów, więc najbliższym "portem lotniczym" żeby wydostać się z Palawanu było Puerto Princesa. No i dzisiejszy dzień spędzimy głównie w drodze... Rano jeszcze spacer po El Nido bo nasz busik odjeżdża o 13:00. Ponieważ odbiorą nas z hotelu, możemy jeszcze raz rzucić okiem na okolicę... Nasz hotel był jakieś 50 m od chyba najbardziej znanej miejscówki w El Nido - Boutique & Art cafe...




Nasz zaprzyjaźniony sklep, gdzie zawsze można było zaopatrzyć się w napoje - w tym i te procentowe... A rum Tanduay to przecież jeden z najlepszych kompanów na długi wieczór...


I jeszcze krótki spacerek po może nie najpiękniejszej ale sympatycznej, szczególnie wieczorem plaży.










Kilka turystycznych straganów w miasteczku...



No i wciśnięty między sklepiki z ciuchami nasz miejscowy agent, który dobrze spisał się przy organizacji naszych hopków po wyspach...


Taki sobie jeepney - a w El Nido nie było ich widać zbyt wiele...



No i ruszamy w drogę. Mijamy pola ryżowe w różnym stadium produkcji, co wskazuje wyraźnie, że ryż produkowany jest przez okrągły rok...




Droga faktycznie do najlepszych nie należy, szczególnie, że na sporych odcinkach jest w trakcie przebudowy... A to daje pozytywne perspektywy na przyszłość...




Gdy droga zbliża się do wybrzeża widać kolejne urokliwe zatoki...















Po drodze spotykamy też lokalne autobusy, którymi pasażerowie trzeciej klasy podróżują na dachu...


Po drodze oczywiście konieczny jest przystanek na posiłek dla kierowcy. A że miejsce ładne, a oferowany kurczak wyglądał ponętnie to i my skusiliśmy się na nóżkę... I nigdzie więcej tak dobrego kurczaka nie znaleźliśmy...




Czym bliżej Puerto Princesa tym droga lepsza, więc i jazda mniej męcząca...







I tak o zachodzie słońca dojeżdżamy do naszego celu - Puerto Princesa i hoteliku Amerson...



Ustalamy plan na jutro - o której śniadanie, o której transfer na lotnisko... Niestety Amerson oferuje jedynie śniadania. No to pytamy, gdzie w okolicy można zjeść - Jakieś 400 m od hotelu... No to ruszamy i okazuje się, że jest fajnie - lepiej niż się spodziewaliśmy...

Na niewielkim pagórku po lewej stronie Puerto Princesa North Road lub jeśli kto woli Km 4 North National Highway znajduje się bardzo specjalny lokal o nazwie “Ka Inato”. Restaurację tę stworzył Prezydent Rotary Club w Puerto Princesa - Eric John G. Yayen. Działalność Rotarian to działania charytatywne oraz wspierające lokalną społeczność. “Prawdą jest, że upośledzenie słuchu jest drugą pod względem liczebności przypadków niepełnosprawnością na Filipinach na którą cierpi 28% ludności (29,019 osób) podczas gdy pomoc medyczna dla tej grupy jest niewystarczająca. Wyobraźcie sobie, że dostępny jest jeden specjalista otorynolaryngologii na 2,017,000 i tylko jeden audiolog na 3,000,000 mieszkańców". I tak powstała restauracja, której wszyscy pracownicy są osobami głuchoniemymi, niesłyszącymi lub z poważnym niedosłuchem. 


“Ka Inato” charakteryzuje się stylizowanym na folk wystrojem, a w sklepiku można tu zakupić podobne pamiątki...





Obsługa odbywa się prawie normalnie - jest normalna karta i to całkiem bogata i tyle, że z kelnerem porozumiewamy się na migi lub pisząc w obie strony konwersację na karteczkach... Zamówiliśmy kokosową zupę, potrawkę adobo z ryżem oraz krewetki w ostrym sosie... 








I muszę powiedzieć, że były to jedne z lepszych potraw podczas naszych podróży po Filipinach...




Tak więc z czystym sumieniem polecamy odwiedzić “Ka Inato” podczas pobytu w Puerto Princesa.