środa, 5 grudnia 2018

Phong Nha


Dzisiejszy dzień to jedna wielka przygoda.  Zaczynamy od całodniowej wycieczki po Parku Narodowym Phong Nha Ke Bang, a kończymy w nocnym autobusie do Ninh Binh. 
Wycieczkę po Parku Narodowym wykupiliśmy dzień wcześniej w naszym hotelu. Koszt 1 350 000 dongów w tym opłaty za wstępy, przewodnik i lunch. 

Rano busik odbiera nas z hotelu i jedziemy Phong Nha Ke Bang. 
Na terenie Parku Narodowego znajdują się najstarsze formacje krasowe w Azji. Powstawanie formacji przypada na erę paleozoiku czyli około 400 mln lat  temu. Park w 2003 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Szacuje się, że Phong Nha Ke Bang zamieszkuje ponad 380 gatunków zwierząt i znaleźć tu można około 750 gatunków roślin.  Wapienne góry porośnięte gęstym lasem, ponad 300 jaskiń, podziemne rzeki czynią to miejsce niezwykle urokliwym i ciekawym. Odkryta w 2009 roku największa na świecie jaskinia Son Dong rozsławiła to miejsce wśród turystów pragnących zaznać odrobiny adrenaliny. Niestety wizyta w Song Dong wiąże się ze sporymi kosztami (ok. 3000 dolarów w najtańszej wersji). Prawa do organizowania wypraw wgłąb jaskini ma tylko jedna firma, a ilość odwiedzających jest mocno ograniczona. Układając plan wyjazdu mieliśmy ochotę na wyprawę do jaskini, ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw doszliśmy do wniosku, że odpuszczamy sobie. Trzy dni w jaskini to jednak trochę zbyt wiele jak na nas.....

Pierwszy stop mamy w Phong Nha Botanic Garden. Ogród Botaniczny kojarzy się wszystkim z  zagospodarowanym terenem, obsadzonym pięknymi drzewami, krzewami, kwiatami. Tutaj wygląda to  inaczej. Ogród Botaniczny to wydzielony 40 hektarowy obszar dżungli, na terenie którego znajduje się wodospad Gio, jezioro Vang Anh, około 500 gatunków rośli, kilkadziesiąt gatunków ptaków i ssaków, a także coś w rodzaju muzeum przyrody. 
Muzeum przyrody to dla nas jakaś pomyłka...... sztuczne eksponaty, wypchane zwierzaki...... wrrr wychodzimy szybciej niż weszliśmy.....
Przed muzeum ustawiona jest tablica upamiętniająca czasy wojny, leżą też pozostałości po działaniach wojennych czyli bomby. Niedaleko jest słynna Jaskinia Kobiet. Podczas wojny  kobiety z okolicznych wiosek schroniły się w jednej z jaskiń. Niestety podczas bombardowania prawie wszystkie zginęły. 



Po wysłuchaniu smutnych wojennych opowieści przez dżunglę udajemy się do wodospadu Gio. Początkowo droga jest łatwa i przyjemna.


Napotykamy pierwsze makaki


jest też huśtawka......



Po kilkudziesięciu metrach betonowy chodnik znika i droga staje się trudniejsza, za to widoki ładniejsze.









Wspinaczka po kamieniach nie należała do łatwych. Niestety głazy są mokre i bardzo śliskie......



Czasem wspięcie po głazach było niemożliwe, ze względu na wysokość, więc trzeba było wdrapywać się po drabinkach....






Po pokonaniu 1,5 km drogi przez błota, strumyki, drabinki i głazy jesteśmy przy wodospadzie Gio. Warto było się pomęczyć, widok wodospadu wynagradza trudy wspinaczki.








Wracamy tą samą drogą na parking i udajemy się do Paradise Cave. Oczywiście widzieliśmy setki zdjęć z jaskini, ale w realu to jest rzeczywiście iście rajskie miejsce....................... 
Thien Duong Cave została odkryta w 2005 roku. Położona jest na wysokości 360 m npm., ma długość 31 km, 150 metrów szerokości  i wysokość ponad 100 m. Dzieli się na kilka segmentów z których najdłuższy ma długość ponad 200 metrów. Przeciętnemu zjadaczowi chleba trudno jest wyobrazić sobie jak ogromna jest ta jaskinia.......... podobno swobodnie można w niej ustawić Jubmbo jeta..... 
Pierwotnie do jaskini trzeba było wspinać się po nierównych kamieniach bardzo stromą drogą. Teraz wybudowano łagodniejsze podejście, ale za to dużo dłuższe........  
Niestety z parkingu do drogi prowadzącej bezpośrednio do jaskini trzeba przejść spory kawałek  (ok 1,5 km) chodnikiem przez dżunglę. Można też za 100 000 dongów podjechać elektryczkiem. My w jedną stronę idziemy na piechotę, ale wracamy już elektryczkiem. Wstęp do jaskini kosztuje 250 000 dongów.


Pierwsze 1000 metrów jaskini jest oświetlone, a w celu ochrony formacji krasowych  przed zadeptaniem przez turystów wybudowano drewniany chodnik z licznymi odgałęzieniami. Zwiedzenie jaskini zajmuje 1,5 do 2 godzin.  


Już parę metrów po zejściu w głąb jaskini nie możemy uwierzyć w to co widzimy. Nacieki skalne przybierają  niesamowite formy, a ich wielkość jest imponująca. Po raz kolejny natura pokazuje nam, że to ona jest najwspanialszym artystą na świecie ........ 




































Paradise cave jest najwspanialszą jaskinią jaką widzieliśmy do tej pory, a w swoim podróżniczym życiu sporo jaskiń odwiedziliśmy. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się zobaczyć ciekawszą..... 

Niestety czas nas goni i musimy wracać. Na dół schodzimy dłuższą drogą bo jakoś nie uśmiecha się nam skakanie po kamiennych schodach. 




Elektryczkiem wracamy na parking.


Na luncha jedziemy malowniczą drogą pośród gór, pól i gospodarstw rolnych. Ciekawostką jest to, że cały region słynie nie z uprawy ryżu, ale orzeszków ziemnych i kukurydzy.








Po lanchu jedziemy do ostatniej atrakcji czyli Dark Cave. Jaskinia odkryta została w 1990 roku. Uznawana jest za mniejsza wersję jaskini Son Doong. Całkowita długość jaskini wynosi 6 km i panuje w niej całkowita ciemność, nawet skały w jaskini są ciemno szare i czarne.
Wejście do jaskini kosztuje 450 000 dongów.






Od 2014 roku do jaskini można dostać się zjeżdżając na zip-line. Niestety nie jest to przyjemność dla wszystkich. Żeby zjechać po 400 metrowej linie (najdłuższy zip-line w Wietnamie) trzeba ważyć nie mniej niż 40 kg i nie więcej niż 90 kg. Pechowcy, a może szczęściarze...... do jaskini dopływają kajakami. Moje całe 45 kg żywej wagi pozwala mi wdrapać się na wieżę i zjazd uwiecznić na filmie, DZ niestety musi popłynąć kajakiem. 



Przed udaniem się do jaskini trzeba zapoznać się z regulaminem wypełnić i podpisać dokumenty. Odpowiednio się przyodziać, zostać sprawdzonym przez pracowników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo turystów i można udać się w kolejkę do zjazdu.


Po zjechaniu na zip-line  dopływamy wpław do wejścia do jaskini i za przewodnikiem udajemy się w stronę ciemności. Drogę oświetlają nam przymocowane do hełmów latarki. Niestety do środka nie można zabrać ze sobą butów rafowych, a byłoby to świetne rozwiązanie. Przez cały czas idzie się po wodzie lub bardzo śliskim błocie,  gdzieniegdzie wystają ledwo widoczne skałki, a chwilami podłoże składa się z maleńkich i bardzo ostrych kamyczków. Niestety łatwo w tej jaskini o wypadek........ 






Na końcu jednego z korytarzy można zażyć kąpieli błotnej. Podobno błoto w jaskini ma właściwości lecznicze i świetnie regeneruje skórę. Jedyną jego wadą jest to, że cholernie źle się spłukuje......





Po wyjściu z jaskini dostajemy dwuosobowe kajaki i robimy krótki spływ po rzece Chay i idziemy do bazy, gdzie przebieramy się i udajemy w drogę powrotną do Phong Nha.




Po powrocie do hotelu dostajemy czyste ręczniki, możemy się wykąpać i przebrać żeby jak cywilizowani ludzie pójść na kolację. 
Ponieważ  po dzisiejszych przygodach jesteśmy lekko zmęczeni udajemy się do restauracji, w której byliśmy wczoraj. Zamawiamy lekką kolację bo przed nami cała noc w drodze...........






Nocny autobus jest trochę spóźniony i prawie pełen...... niestety nie było rezerwacji miejsc. Znajdujemy dwa ostatnie kojka na końcu, oba pozostawiają wiele do życzenia.... są porwane, zapadnięte i sąsiadują z kibelkiem .... nie wiem jak ja przeżyje tę noc....................